Historia 32 oczami komendantki:P
2007-12-30 16:35 dodane przez: Wojciech Wilczyński
Trzydzieste drugie, historia selektywna.
Opowiem Wam dziś bajkę, która jest o tyle rzeczywista, że co jakiś czas powtarza się w naszych środowiskach. Trudno to nazwać historią Szczepu 32 WDHiZ, bo ta historia jest dużo dłuższa, a tu nie opowiem o złotych latach Trzydziestych drugich. Nie opowiem też o działalności druhny Lembowicz i druha Kuklińskiego. Opowiem o ostatnich latach. Ostatnich 10 latach.
Była kiedyś drużyna, prężna, głośna i bardzo fajna. Ktokolwiek ich poznał wiedział, że są fajni, głośni i fajniejsi niż inni. Jeżeli byliście na obozie w Cichym 1993 lub w Wygoninie 94 na pewno widzieliście jacy są FAJNI i GŁOŚNI i …. FAJNIEJSI.
Tacy fajni byli, tak ich było dużo, że w grudniu 1994 już ich nie było. Zostało z całego szczepu dwóch gości. Bruks i Czyż. Dziwni byli i bardzo młodzi byli. Mieli wówczas po 15 lat. I zostawieni trochę samym sobie. Pojechali zimą 1995 na kurs drużynowych organizowany przez Adama Czetwertyńskiego i Ewę Lachiewicz. Dopiero na kursie Czyżu złożył Przyrzeczenie Harcerskie. Jednym z zadań kursowych było założenie drużyny i rozpisanie prób instruktorskich. Zrobili to i tak powstały na nowo Trzydzieste drugie. Znów głośne i fajne. Bo duch w środowisku jakoś żyje. Powstała GAWRA. Z pełnym zapałem swoich drużynowych drużyna wygrała Olszynkę, pojechała do kolejnego Wygonina 95 i całkiem dobrze sobie radziła. Radziła także z Radzikiem.
W 1996 roku Bruks zaprosił mnie, żebym była przyboczną w jego drużynie. Efekty tego czynu trwają do dziś….
GAWRA to drużyna jakich wiele lub niewiele. Powstała z czyjegoś zapału i buntu, od początku, wtedy, gdy jakaś inna właśnie się rozpadła. W pierwszym składzie się zestarzała. Gdy jej członkowie mieli naście lat i kończyli ówczesną podstawówkę rozpierzchli się po hufcu i świecie, bo nie było dla nich odpowiedniego programu w drużynie. To ten element bajki, który powtarza się w każdym środowisku. Po 4 latach najlepsza drużyna się starzeje i nagle okazuje się, że nie ma co zrobić z ludźmi, którzy nie stają się kadrą. Część przeszła do innych środowisk, część poszła w świat, kilka dziewczyn założyło gromadę zuchową i tak w Trzydziestych drugich znów zawitały zuchy. Mieliśmy już dwie drużyny. GAWRA znów zrobiła młody nabór, jednak już bez tego zapału i trochę słabszy. Przyszło nowe pokolenie. Ostatni obóz starego składu odbył się razem z kursem drużynowych z Białorusi – w Wildze 1998.
Wówczas już drużynową GAWRY zostałam ja, a Bruks został komendantem szczepu. Wrócę jeszcze do czasu, kiedy Czyż i Radzik i Zulu (bo i Zulu kiedyś do nas dołączył) podjęli się prowadzenia drużyny w sąsiedniej szkole. Podjęli się i trochę im wyszło a trochę nie wyszło. Efekt był taki, że też rozeszli się po świecie i hufcu i pewnie jak to przeczytają, to zaczną na mnie krzyczeć, że historię skracam. No skracam, bardziej mnie od tego nie polubicie, ale ja do jakiejś pointy dążę.
Zuchy nam się zaczęły starzeć a w Bruksie na nowo odrodziła się potrzeba prowadzenia drużyny. Dwa lata później założył WANTĘ. Wraz z reformą oświaty GAWRA przeniosła się na kilka lat do sąsiedniego gimnazjum a w podstawówce zagościła WANTA – początkowo młoda drużyna zbudowana na zuchach. Początkowo wyłącznie męska, obok siostrzanego TRZĘSAWISKA prowadzonego najpierw przez Kasię Ostrowską, potem przez Asię Podsiadły (pracowała niedawno w skarbcu na WOŚP:) za co jej jeszcze raz dziękuję), potem przez Patrycję Grzybowską. Mieliśmy już cztery drużyny i był rok szkolny 1999/2000 a latem 2000 roku byliśmy na pierwszym podwójnym obozie – WANTA/GAWRA w Ocyplu.
I znów historia tak dobrze wam znana się powtarza. GAWRA starzała się szybciej, ale w kontrolowanym tempie, bo była z założenia starszoharcerska. Prowadziłam ją wtedy i przyznaję dziś, że nie była to supermocna drużyna. Przeciętna wtedy chyba. Choć mojego zapału wystarczyło na pierwsze dwa-trzy lata. WANTA po początkowym rozpędzie też powolutku dalej ciągnęła, w zuchach zmieniała się kadra, choć Żaneta jest chyba weteranką tej gromady, mimo wzlotów i upadków. WANTA zaczęła się starzeć, a przy okazji „harcerze Bruksa” gdy przechodzili do gimnazjum nie mieli ochoty przechodzić do GAWRY, bo tam byli „harcerze Nowakowskiej”. W ten sposób jedna drużyna została we własnym sosie, druga też we własnym się zestarzała. I znów pojawił się kłopot, co zrobić ze „starą WANTĄ”, co zrobić z ludźmi, którzy lubią swojego drużynowego, ale zbiórki ich nudzą. Co zrobić z ludźmi, którzy nie mają dla siebie miejsca, bo nie nadają się lub nie powinni się nadawać na kadrę?
I znów rozpierzchli się po hufcu i świecie. Ja oddałam GAWRĘ Słupkowi, Bruks oddał WANTĘ w kilka kolejnych przejściowych rąk. Najdłużej drużynowym WANTY po Bruksie był chyba Maciek Sawicki.
A teraz? Teraz mamy trzy drużyny: 32 WGZ BAJKOLANDIA– drużynowa Ania Łazicka, przyboczna i opiekunka drużyny Żaneta Łukasik, 32 WDH WANTA – drużynowa Ania Nowakowska, przyboczni Jaś Pacelik i Wojtek WILK Wilczyński oraz reaktywowana 32 WDW GAWRA – drużynowa Ania Nowakowska – tym razem tradycyjnie bez przybocznych :)
Tu czas na pointę. Jak widzicie, może widzicie, bo ja to uświadamiam sobie przy okazji tego artykułu bardzo wyraźnie, jest w życiu każdej drużyny taki cykl wzlotów i upadków. Ten pierwszy okres działalności, kiedy drużynowy ma mnóstwo zapału, pomysłów i entuzjazmu, ten drugi okres, gdy zbiórki nie są tak ciekawe i nikt nowy do drużyny nie przychodzi i ten trzeci, kiedy drużyna się wykrusza, bo samo przywiązanie harcerzy nie wystarcza, żeby im się chciało na tę zbiórkę przyjść. Czas, kiedy się starzeją a program drużyny nie starzeje się razem z nimi. Potem następuje jakiś krach, ludzie się rozchodzą z uczuciem porażki lub czegoś nieokreślonego i idą w świat lub szukać swojego miejsca w szerokim harcerstwie (hufiec, sąsiednie drużyny, głośniejsze, fajniejsze). To nie jest złe. Myślę nawet, że jeśli nie ma miejsca dla harcerza w drużynie a spełni się on gdzieś indziej, niech idzie i realizuje swoją służbę. Jest na to sposób. I tym sposobem jest dobre działanie szczepu. Szczepu, w którym drużyny współgrają ze sobą, zuchy przechodzą do drużyny harcerskiej (pisałam już o tym wcześniej w jakimś AMNie..), harcerze gdy się zestarzeją mają miejsce dla siebie w innej drużynie, której program ich zaciekawi, a ci, którzy chcą się sprawdzić na jakiejś funkcji mają możliwość podjęcia się jej bez wygryzania poprzedników i dostaną do tego odpowiednie wsparcie. ŚRODOWISKO, czyli miejsce, gdzie ktoś ma okazję urosnąć, dorosnąć i dojrzeć. Gdzie ma zawsze oparcie, przyjaciół i czuje się u siebie.
Co dalej w Trzydziestych drugich? Chyba dam się mianować komendantką szczepu. Postaram się zrobić szczep takim, aby nikomu nie chciało się z niego odchodzić. Postaram się też prowadzić GAWRĘ tak, aby jej program odpowiedział na potrzeby tych, którzy chcą się w harcerstwie zestarzeć bez konieczności podejmowania się funkcji.
Jedno się nie zmieniło. Nadal jesteśmy fajni:) a ja, mimo, że jestem tu od prawie 11 lat, nadal dowiaduję się, od coraz młodszych harcerzy, że istnieją w środowisku zwyczaje, które są u nas od zawsze, a ja nigdy o nich nie słyszałam. To ten duch starej GAWRY, który trwa gdzieś poza mną i dobrze mu tak :)
hm. Anna Michalina Nowakowska














