Rozwiń/zwiń wszystkie
Rozwiń/zwiń wszystkie
Aktualności
XXI OFPH ŚPIEWOGRANIEC
 
2014-01-13 22:39:22
Relacja LIVE z XX OFPH ŚPIEWOGRANIEC
 
2013-02-22 22:54:13
Kronika

Szlakiem 2. Żelaznej Brygady cz.2a (2019-08-12 - 2019-08-17)

2019-08-26 17:45 dodane przez: Marek Bieżanowski

Za ich plecami znajdują się po cztery grupy postaci: prorocy, hierarchowie, męczennicy i sprawiedliwi, na końcu zaś jest św. Paweł. Z kolei za Ewą oraz stojącym za jej plecami Mojżeszem znajdują się nieprawowierni: Żydzi, Turcy i Tatarzy, Ormianie oraz Saraceni. W kolejnym poziomie, w centrum znajduje się waga sprawiedliwości. Po jej lewej stronie, za aniołami uczestniczącymi w walce o dusze ludzkie spoczywające na wadze, ukazani są zbawieni czekający na wejście do nieba. Po prawej stronie wagi, również za sceną walki o dusze na wadze, pełną tutaj diabłów, oraz za rozszerzającą się czerwoną rzeką piekielną do której strącani są potępieni, znajduje się przedstawienie zmarłych powstających z grobów na sąd. Najniższy poziom przedstawia raj i piekło. Po lewej stronie znajduje się otoczony murem raj, nad którego bramą siedzi serafin. Pod drzwiami znajduje się następna grupa zbawionych oczekujących na wpuszczenie do nieba ze św. Piotrem na czele. W niebie znajdują się już przedstawieni na białym tle Maria, po której bokach znajdują się archaniołowie Michał i Gabriel, Abraham, Izaak i Jakub, a także Dobry Łotr. Za nimi przedstawione są trzy drzewa rajskie. Z kolei na prawo od muru otaczającego czekających na wstęp do raju przedstawione są śmierci sprawiedliwego oraz niesprawiedliwego, a pomiędzy nimi ukazany jest król Dawid. Dalej na prawo znajduje się rzeka piekielna z Lewiatanem oczekującym na dusze potępionych. Oprócz malowideł na elewacji zachodniej zachowały się też freski na innych zewnętrznych ścianach cerkwi. Na ścianie południowej znajduje się Drzewo Jessego. Nad południową arkadą przedsionka znajduje się kolejna scena deesis Chrystus tronujący między Marią i Janem Chrzcicielem, a po jej prawej stronie przedstawiono w kolejnych scenach żywoty św. Mikołaja i patrona Mołdawii św. Jana Nowego. Na filarze arkady znajduje się przedstawienie św. Jerzego, patrona cerkwi. W pobliżu można dojrzeć także portrety dwóch postaci związanych z monastyrem: pustelnika Daniły oraz metropolity Grigore Rosca. Na zewnętrznych ścianach apsyd znajduje się tzw. „hierarchia niebiańska”. Zachowały się też ślady malowideł na ścianie północnej, sceny z Księgi Rodzaju oraz żywoty kolejnych świętych. Są także malowidła wewnętrzne. Najstarsze freski wewnątrz cerkwi znajdują się w nawie świątyni. Góruje nad nią Pantokrator w sklepieniu latarni nad kopułą. W jego najbliższym otoczeniu znajdują się serafinowie, aniołowie, dalej apostołowie, Ojcowie Kościoła i inne postacie biblijne: Mojżesz, Aaron, św. Piotr, św. Paweł. W czterech pendentywach poniżej okien przedstawiono postacie czterech ewangelistów. Na ścianie zachodniej nawy znajduje się obraz wotywny przedstawiający Stefana Wielkiego z modelem świątyni. We wnętrzach apsyd przedstawionych jest wiele scen ewangelicznych: przemienienie Pańskie, zmartwychwstanie Łazarza, wjazd Chrystusa do Jerozolimy, ukrzyżowanie. W przednawiu w kopule przedstawiona jest Matka Boska z Dzieciątkiem, na ścianach odnaleźć można 28 scen z życia patrona cerkwi, św. Jerzego. Zakończyliśmy zwiedzanie i jedziemy do Nowego Sołońca na drugi nocleg. W Domu Polskim czeka już na nas obiadokolacja. Kuchnia Domu Polskiego postarała się, żebyśmy mieli okazję popróbować tradycyjnych rumuńskich potraw. Ciorba to rumuńska zupa z dodatkiem kurczaka, zabielana śmietaną. Sarmale to miniaturowe gołąbki owijane w liście winogrona lub kiszone liście kapusty. W środku mają ryż, mięso, grzyby, słoninę. Mamałyga to kasza lub mąka kukurydziana ugotowana w wodzie lub mleku, o dość zwartej konsystencji. Zacusca to rodzaj pasty. Robi się ją z różnych warzyw: papryki bakłażana, pomidorów, pieczarek. W piątek rano wyruszamy w dalszą drogę. Przejeżdżamy przez wieś Paltynosa (Paltinoasa), która zamieszkana jest także przez górali czadeckich. W centrum znajduje się Dom Polski wybudowany w 1997 roku. Jest to siedziba Stowarzyszenia Polaków. Jadąc dalej mijamy miejscowość Gura Humorului. W dniu 29 czerwca 1831 roku dotarła tutaj grupa 544 internowanych przez Austriaków powstańców listopadowych z oddziału gen. Józefa Dwernickiego. Kolejna mijana miejscowość to Vama. Tu mieści się Muzeum Pisanek. Zawiera ponad 3000 jaj z całego świata, wykonanych w różnych technikach i w różnorodnych materiałach. Wśród nich są: wydmuszki jaj, drewno, ceramika, porcelana, kamień, szkło, kamienie szlachetne czy srebro. Kolekcja jest własnością artystki, pani Letitii Orsivschi. W kolekcji znajdują się jaja rzadkie jak emu, nandu, tinamu, żółwia, krokodyla, czerwonaka, a także jajka kuropatw, wróbli, gołębi, bażantów, pawi, przepiórek, kaczek, gęsi czy indyków. Znajdziemy tu także pakistańskie, emaliowane pisanki z Kaszmiru, kraszanki z Polski, jadeitowe jajka z Chin, porcelanowe dzieła z Grecji, drapanki z Niemiec, perforowane pisanki z Czech, czy strusie jajka ozdobione przez australijskich Aborygenów. Niestety, brak czasu nie pozwala nam na zatrzymanie i zwiedzanie. W końcu przed nami kolejna miejscowość Kirlibaba (Carlibaba). Nazwa pochodzi od nieistniejącej już dzisiaj nazwy góry Kyrleba, cytowanej przez Jana Długosza góry w masywie Obcin Feregului. Miejscowe legendy łączą nazwę Carlibaba z wiedźmą-znachorką, która w pradawnych czasach miała siedzieć w pustej jeszcze, zalesionej dolinie, nad owym potokiem. Jest to miejsce walk Legionów Polskich z Rosjanami. Koło kościoła znajduje się mogiła dwunastu legionistów polskich z 1915 roku. Bitwa pod Kirlibabą odbyła się w dniach 18-22 stycznia 1915. Legioniści Polscy, wspierani przez oddziały austro-węgierskie, starli się wówczas z wojskami rosyjskimi w dolinie Złotej Bystrzycy. Zadanie sforsowania stanowisk rosyjskich w dolinie Złotej Bystrzycy generał Karl Freiherr von Pflanzer-Baltin powierzył wschodniej grupie legionowej generała Trzaski-Durskiego, faktycznie dowodzonej przez Zygmunta Zielińskiego. W skład tej grupy wchodzili żołnierze z: I, II i III batalionu 2. pułku piechoty, II i IV batalionów 3. pułku piechoty, 2. i 3. szwadron kawalerii, 2. i 3. bateria artylerii, Komenda Legionów Polskich oraz towarzyszące wojsku kolumny zaopatrzenia i niezbędne służby. Siły legionistów obejmowały: 90 oficerów, 1980 żołnierzy liniowych, 150 ułanów, 4 działa i 3 ciężkie karabiny maszynowe. 16 stycznia 1915 roku żołnierze z tej grupy przybyli koleją do Borsa, ponad 20 kilometrów od Kirlibaby. 17 stycznia 1915 roku legioniści rozpoczęli marsz w kierunku przełęczy Prislop. Temperatura dochodziła wówczas do -28 stopni C, a grubość pokrywy śnieżnej sięgała od 1 do 2,5 m. 18 stycznia 1915 roku o godzinie 3 w nocy, po wielogodzinnym ciężkim marszu, idący na czele I batalion majora Mariana Żegoty-Januszajtisa dotarł na przełęcz Prislop. Tam, na wysokości 1413 m n.p.m., żołnierze zatrzymali się na krótki odpoczynek, po czym, krótko po godz. 6 rano zaczęli schodzić w dolinę Złotej Bystrzycy. Walki ze zmiennym szczęściem trwały pięć dni. 22 stycznia 1915 dowództwo sił rosyjskich podjęło decyzję o odwrocie. Rosjanie uznali, że pozycje zajmowane przez ich jednostki od Flutoricy do Kirlibaby mogą być wyjątkowo trudne do obrony, a rozlokowanym tam żołnierzom grozi odcięcie. Odwrót sił rosyjskich odbywał się w pośpiechu i zamieszaniu, toteż Rosjanie pozostawili znaczne ilości amunicji, które trafiły potem w ręce legionistów. Załogi niektórych rosyjskich stanowisk nie zostały powiadomione o wycofaniu. Członkowie niepoinformowanych o odwrocie załóg zostali wzięci do niewoli przez legionistów. Rosjanie wkrótce wycofali się na północ, w kierunku Seletynu. Rankiem 23 stycznia 1915 legioniści z 2. pułku piechoty zajęli miejscowość Lajosfalva. Do Kirlibaby skierowano najpierw kawalerzystów. Jako pierwszy dotarł tam patrol wachmistrza Kaczkowskiego z 3. szwadronu kawalerii. Kaczkowski oraz jego sześciu ułanów nie tylko dokonali rozpoznania, ale także wzięli 49 jeńców, którym odebrali broń. Jeszcze tego samego dnia do Kirlibaby wkroczyły główne siły wschodniej grupy legionowej generała Karola Trzaski-Durskiego. 23 stycznia 1915 roku w pobliżu kościoła rzymskokatolickiego pod wezwaniem św. Ludwika w Kirlibabie pochowano porucznika Strzeleckiego i innych legionistów poległych w bitwie o tę osadę. Zwycięstwo żołnierzy 2. pułku piechoty Legionów Polskich pod Kirlibabą pokrzyżowało plany Rosjan i zmusiło ich do wycofania wojsk na północ. Dzięki temu legioniści otworzyli sobie drogę na Bukowinę i do Galicji. Dochodzimy do kościoła katolickiego pw. św. Ludwika, koło którego pochowano w 1915 roku 12 polskich legionistów. Pomnik Legionów powstał w 1932 roku. Są na nim dwie tablice. Pierwsza głosi: „Tu spoczywają porucznik Legionów Polskich Stanisław Strzelecki i czterech legionistów polskich poległych bohaterską śmiercią pod Kirlibabą dnia 19 stycznia 1915 roku.” Na drugiej jest napis: „Pamięci żołnierzy II Brygady Legionów Polskich poległych w dniach 19-23 stycznia 1915 roku w bitwie z oddziałami armii rosyjskiej, spoczywających w tej mogile. Kapitan Stanisław Strzelecki. Szeregowi Józef Dzierża, Wilhelm Goll, Jan Grochowski, Józef Krzaśnik, Wojciech Matula, Jan Milewski, Konstanty Parszywka, Józef Pluta, Jan Skulak, Józef Tomasik, Michał Zaraza. Odnowiono z funduszy Senatu Rzeczypospolitej Polskiej staraniem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” i Towarzystwa Karpackiego. A.D. 2007”. Pod pomnikiem śpiewamy hymn państwowy, odmawiamy modlitwę za poległych i zapalamy kolejny znicz z harcerską lilijką. Teraz jedziemy już dalej. Droga wije się wśród lasów. Nad rzeką widzimy szereg drewnianych bud – to cygański obóz. Autokar po wijącej się serpentynami drodze wspina się na przełęcz Prislop, która jest pięknym punktem widokowym. To przełęcz górska w Karpatach Wschodnich na wysokości 1413 m n.p.m. Oddziela Karpaty Marmaroskie na północy od Gór Rodniańskich na południu. Łączy Kotlinę Marmaroską na zachodzie z dolina Bystrzycy na wschodzie. Niestety dominującym motywem na przełęczy jest paskudny betonowy obelisk. Powstał on w latach 60-tych ubiegłego wieku i upamiętnia..… asfaltowanie drogi, która łączy siedmiogrodzki Maramuresz z mołdawską Bukowiną. Na grzbiecie jest wybudowana niedawno cerkiew, a obok niej monastyr. Architektura ciekawa, w lokalnym stylu. Koło cerkwi stoi też marmaroski krzyż. Po dokonaniu zakupów w sklepiku w cerkwi ruszyliśmy w dalszą drogę. Zjechaliśmy w dolinę i mijamy miasteczko Borsa. W mieście jest uzdrowisko, a także ośrodek sportów zimowych, w którym jest 6 km tras narciarskich. Kolejna miejscowość to Moisei. Przy wjeździe do miasta jest pomnik. Składa on hołd 29 patriotom zabitym przez wojska węgierskie, które wycofały się w październiku 1944 r. Grupa Gheza Vida ma wielką siłę i jest pełna symboli. Aby do niej dotrzeć trzeba wspiąć się na 44 stopnie, które reprezentują rok masakry. Jest dwanaście rzeźb – dwoje z ludzką twarzą, przedstawiającą ciało i krew poległych bohaterów, pozostałe 10 reprezentuje tradycyjne maski Maramures i przywołuje stare duchy, które chroniły kraj w całej jego historii. Niestety, nie mamy czasu aby go zwiedzać i jedziemy dalej. Dojeżdżamy do miasta Syhot Marmaroski. Pod koniec I wojny światowej, w czerwcu 1918 roku, tutaj rozpoczął się proces 116 byłych legionistów polskich. W proteście przeciwko traktatowi brzeskiemu z 9 lutego 1918 roku, mocą którego Niemcy i Austria odstępowały Ukrainie Chełmszczyznę i część Podlasia, stacjonujące na Bukowinie oddziały Polskiego Korpusu Posiłkowego (w tym dawnej II Brygady Legionów Polskich) pod dowództwem płka Józefa Hallera próbowały przebić się 15/16 lutego 1918 r. pod Rarańczą przez linię frontu, by połączyć się z korpusami polskimi na terenie Rosji. Udało się to tylko około 1500 legionistom, natomiast około trzech tysięcy zostało zatrzymanych przez Austriaków. Zatrzymani zostali oddzielnie oficerowie, oddzielnie szeregowi legioniści. W obronie wszystkich zatrzymanych zaprotestowały strajkiem krajowe władze i urzędy oraz całe społeczeństwo polskie w Galicji. W efekcie zaaresztowani legioniści wyjechali pod strażą koleją do obozów odosobnienia na Węgry. Część z nich (ponad 600 legionistów) wyładowano w Syhocie Marmaroskim. Obozy były otoczone drutem kolczastym i pilnowane przez uzbrojone straże, a warunki bytowe, zwykle w barakach, złe. Często w jednej izbie przebywało kilkunastu internowanych, którzy dysponowali jedynie pryczami ze słomą i kocami lub płaszczami jako okryciem. Legionistom odebrano wartościowe rzeczy, a wiele do życzenia pozostawiało również ich wyżywienie. Ponadto uwięzieni silnie odczuwali osamotnienie, wynikające z całkowitej izolacji z otoczeniem. Gazety nie były dostarczane, a korespondencja podlegała ocenzurowaniu. Potęgowała je także nieznajomość języka węgierskiego. Na dodatek ludność miejscowa patrzyła na internowanych wrogo, bo byli jej bowiem przedstawieni jako buntownicy mordujący Węgrów. Śledztwo sądowe trwało do końca maja. Internowani legioniści byli przesłuchiwani, każdy przynajmniej jeden raz, przez śledczych znających język polski. Internowani zostali podzieleni na trzy grupy: postawieni w stan oskarżenia w procesie, świadkowie w nim oraz nieprzydatni w dochodzeniu. Tych ostatnich skierowano na front włoski do Udine, do grupy „P” (Polacy) z uwagą „p.v.”, czyli politycznie podejrzany. Władze ustaliły, że proces sądowy będzie się odbywał w Syhocie Marmaroskim. Po zakończeniu śledztwa przetransportowano do tego miasta pod eskortą internowanych z innych obozów i umieszczono w gmachu więzienia, przylegającym do budynku sądu. W następstwie przygotowanego aktu oskarżenia rozpoczął się 8 czerwca 1918 roku proces trwający prawie cztery miesiące. Obrona postawiła wniosek by był on jawny, jednakże miał się odbywać nie w języku polskim. Akt oskarżenia objął 116 legionistów i 89 oficerów legionowych. Poddani sądowi zostali oskarżeni o „zbrodnię przeciw sile zbrojnej państwa popełnioną przez zbiorowy spisek i bunt w połączeniu z mordem oraz przez dezercję, połączoną z kradzieżą mienia wojskowego i z oszustwem na szkodę państwa austriackiego”. Dla 102 oskarżonych, obywateli cesarstwa austro-węgierskiego, żądano kary śmierci przez powieszenie, dla 11 oskarżonych, obywateli Królestwa Polskiego, dożywotniego ciężkiego więzienia, zaś dla pozostałych takiegoż więzienia od 5 do 20 lat. Sprawa zapowiadała się groźnie, wobec czego powołani do procesu obrońcy starali się proces przewlekać, a jednocześnie starać się o abolicję i zwolnienie uwięzionych przez rząd w Wiedniu, a nawet przez samego cesarza. Prowadzenie procesu wymagało sprowadzenia z Centralnego Urzędu Ewidencyjnego Legionów Polskich w Piotrkowie wielu dokumentów: opinii ze starostw o każdym oskarżonym, rozkazów Polskiego Korpusu Posiłkowego w tłumaczeniu na niemiecki, wreszcie dokumentów wydanych przez Tymczasową Radę Stanu i Radę Regencyjną Królestwa Polskiego. Do procesu powołano 120 świadków, 2 wojskowych ekspertów, przygotowano do odczytania 352 zeznania oraz inne dokumenty. W połowie września pojawiła się nadzieja pomyślniejszego biegu, bo dotarły wieści, że rząd austriacki opowiada się za abolicją procesu. Prezes Koła Polskiego w parlamencie wiedeńskim zgłosił wniosek o przerwanie procesu. W dniu 2 października prokurator, z powodu zarządzonej abolicji, wycofał akt oskarżenia, zaś uchwałę sądu o zakończeniu procesu i uwolnieniu oskarżonych od winy i kary przedstawił sędzia. Sąd przychylił się także do wniosku prokuratora o natychmiastowe wypuszczenie żołnierzy. Po pięciu dniach byli oskarżeni otrzymali odpisy wyroków, a po dwóch kolejnych wyjechali. Po kilku kolejnych tygodniach nastąpił ostateczny rozpad monarchii austro-węgierskiej, a 11 listopada 1918 roku zakończyła się wojna. Udajemy się na zwiedzanie więzienia w Syhocie. Dziś jest tutaj Miejsce Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu. Więzienie zostało wzniesione w 1897 roku. Było to więzienie karne. Niekiedy jednak służyło izolacji więźniów politycznych. W latach 1950 – 1955 był to zakład karny szczególnego nadzoru. Od 1955 roku był to ponownie „zwykły” zakład karny. Został zlikwidowany w roku 1975, a budynek służył jako magazyn soli, warzyw i opon samochodowych. W latach 1993 – 1997 trwały prace nad przystosowaniem obiektu do celów ekspozycyjnych. W dniu 20 czerwca 1997 roku Muzeum oraz Miejsce Zadumy i Modlitwy zainaugurowało swoją działalność. Obecnie każda cela więzienna stała się salą muzealną, w których przedstawiono chronologię systemu totalitarnego w komunistycznej Rumunii. Obiekt ma status zespołu muzealnego o szczególnym znaczeniu narodowym. Muzeum jest administrowane przez Fundację Akademii Obywatelskiej, będącą instytucją badawczo-oświatową. Zwiedzamy je przechodząc kolejno wszystkie cele zlokalizowane na dwóch piętrach. Na dziedzińcu jest grupa rzeźbiarska autorstwa Aurela Vlada. To osiemnaście postaci zmierzających ku ścianie przesłaniającej horyzont, prowadzone przez postać bez głowy. Jest to symbol Miejsca Pamięci. Sama ściana dziedzińca pokryta jest płytami z wygrawerowanymi na nich nazwiskami ośmiu tysięcy zmarłych w więzieniach i obozach. Na ścianie budynku więzienia na dziedzińcu jest też pamiątkowa tablica o treści: „Pamięci legionistów polskich więzionych w tym budynku przez władze austro-węgierskie po nieudanej próbie przebicia się 15/16 II 1918 przez linię frontu pod Rarańczą.” Została odsłonięta 8 czerwca 2018 roku, w roku stulecia odzyskania niepodległości Polski. Została ufundowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP oraz Stowarzyszenie „Res Carpathica”. Pod tablicą składamy biało-czerwone chorągiewki. Na dziedzińcu wewnętrznym jest też Miejsce Zadumy i Modlitwy. To podziemna kaplica z impluvium. Przez otwór w kształcie krzyża wycięty w zwieńczeniu kopuły wpada światło, które odbite od powierzchni wody rysuje świetlne krzyże na ścianach. Nad kaplicą posadzono dwanaście jabłoni, a na ścianach rampy wiodącej do kaplicy wygrawerowane są nazwiska tysięcy ofiar zmarłych w rumuńskich więzieniach. Po zwiedzeniu muzeum jest czas na indywidualny spacer po mieście. Później spotykamy się pod wielkim gwoździem i ruszamy w dalszą drogę. Zmierzamy do wsi Sapanta nad rzeka Cisą. Stąd pochodzi ród cadyków chasydzkich Spinka. Ale najpopularniejszą atrakcją turystyczną Rumunii jest znajdujący się tu Wesoły Cmentarz (Cimitirul Vesel) zlokalizowany wokół cerkwi. Miejscowe nagrobki, a jest ich około 900, są niezwykłe. Wykonane z drewna, rzeźbione i malowane. Kolorowe, komiksowe obrazki przedstawiają najczęściej zmarłego przy jego codziennych zajęciach, czasem ukazują przyczynę jego śmierci. Możemy więc zobaczyć gospodynie domowe krzątające się przy kuchni, milicjantów, żołnierzy, pasterzy otoczonych przez stada owiec, rolników na traktorach, drwali, tkaczki przy krosnach i prządki z wrzecionem. Wielu bohaterów obrazków przedstawiono w pięknych ludowych strojach marmaroskich. Jest też przejmująca scenka z dziewczynką, która wbiega pod samochód (z napisu pod spodem wynika, że mała miała zaledwie trzy latka), czy też z mężczyzną, który tonie w rzece. Obrazki i napisy są utrzymane w jaskrawych barwach, niektóre starsze nieco wypłowiały od słońca i deszczu. Najczęściej używaną barwą jest jasny błękit. Wesoły Cmentarz swoją nazwę zawdzięcza nie tylko naiwnym obrazkom, ale też wierszowanym epitafiom umieszczonym na nagrobkach. Stanowią one często krótki opis życia zmarłego, czasem zawierają szczyptę goryczy, czasem – wezwanie do potomności. Niektóre są wyraźnie prześmiewcze (jak nagrobek pewnej teściowej, której śmierć musiała być wielką ulgą dla zięcia, który zwierza się, że gdyby szacowna mamusia pożyła trochę dłużej, to on trafiłby na cmentarz). Napisy na nagrobkach, ale także i napisy w innych miejscach są często pisane specjalną bukowińską czcionką. Tradycja tworzenia tych nietypowych nagrobków jest właściwie stosunkowo świeża. Zapoczątkował ją w 1935 roku miejscowy artysta-samouk, Stan Ioan Patras, który dziś również leży na tym cmentarzu. Obecnie jego dzieło kontynuuje jego uczeń, Dumitru Pop. Dla przykładu jedno z epitafiów na nagrobku Wesołego Cmentarza: „Jestem Mihaju, syn Mihaia. Gdy prowadziłem swe auto byłem w poważnych kłopotach i zakończyłem życie we wsi Sarasan. Tam dopadł mnie zły los, gdy wpadłem w poślizg i uderzyłem w drzewo kończąc nagle swój żywot, a teraz mówię do was, drodzy rodzice: nie trwajcie resztę życia w smutku. Wszak dawaliście mi dobre rady. Ja sam jestem sobie winien zbytniej prędkości za kółkiem. Nie powinienem jechać tak szybko, a teraz widzę, co zrobiłem i, że gniję w ziemi. Żyłem 20 lat, zmarłem w 1994.” Oprócz Wesołego Cmentarza, w Sapanțy jest jeszcze cerkiew, która jest obecnie najwyższą drewnianą budowlą w Europie. Jej wieża ma 78 m wysokości. Świątynię wzniesiono w całości z drewna używając tradycyjnych metod. Jest ona świetnym przykładem charakterystycznego dla całego regionu stylu architektonicznego. Podobne cerkwie powstawały w Maramureszu od średniowiecza. Niestety, oglądamy ją jedynie z daleka. Po krótkim czasie dojeżdżamy do Berbesti. Znajdują się tu złoża lignitu (węgiel brunatny). Dzięki jego eksploatacji gmina bardzo się rozwinęła stając się ośrodkiem miejskim. Eksploatacja węgla brunatnego wpłynęła na środowisko poprzez pojawienie się składowisk odpadów i osuwisk, które dotknęły wiele domów, gruntów rolnych i dróg dojazdowych, poważnie wpływając na ekosystem. Walki Legionów Polskich z oddziałami kozaków kubańskich w dawnym Komitacie Marmaroskim jesienią 1914 roku stanowią, wobec całokształtu ich działań zbrojnych w latach I wojny światowej jedynie krótkotrwały, na dodatek popadający w zapomnienie epizod. Jeszcze mniej znany, a często zupełnie pomijany w opracowaniach jest szlak bojowy części legionowych oddziałów wiodący doliną Mary ku Syhotowi Marmaroskiemu, znaczony 6.X.1914 r. potyczką pod wsią Berbesti i opanowaniem w dniu następnym wymienionego wyżej miasta. W starciu pod Berbesti zginęło sześciu polskich legionistów II pułku piechoty. Na ich mogile w 2013 roku stanął okazały drewniany monument, ufundowany przez pochodzącego z tej miejscowości Laurentiu Batina. Obok mogiły postawiono stary słupek żeliwny z roku 1927 z granicy polsko-rumuńskiej, aby żołnierze polscy „poczuli się bliżej kraju”. Potyczka ta z rosyjską kawalerią była faktycznie chrztem bojowym żołnierzy przyszłej II Brygady Legionów. Nam udało się odnaleźć tą mogiłę leżącą prawie za wsią. Odśpiewaliśmy hymn państwowy, odmówiliśmy modlitwę za poległych i zapaliliśmy znicz z harcerska lilijką. Gdy już mieliśmy wracać przyszła do nas miejscowa kobieta. Ucieszyła się ona z wizyty Polaków. Zaprezentowała nam jak śpiewa sama i z nami oraz zrobiła sobie z nami pamiątkowe zdjęcie. Teraz już zmierzamy do Baia Mare, gdzie czeka nas nocleg. Baia Mare to „Wielka Kopalnia”. To stolica i największe miasto okręgu Marmarosz. W czasie epoki brązu tereny wokół Baia Mare stanowiły królestwo Traków, z których później wywodzili się Dakowie. Najstarsze wzmianki na temat miasta pochodzą z 1142 roku, kiedy to węgierski król Geza II sprowadził tutaj niemieckich osadników. Najcenniejszy dokument to akt lokacyjny miasta wydany przez króla Ludwika Węgierskiego w 1347 roku. W 1600 roku, jako oznaka wdzięczności za anulowanie wielu miejskich długów, dzierżawca kopalni, Felician Herbstein, rozkazał wybić złotą monetę z wizerunkiem Michała Walecznego, wojewody wołoskiego i wówczas także siedmiogrodzkiego. Kolekcjonerzy uważają, że ta moneta ma ogromną wartość numizmatyczną. Po II wojnie światowej miasto należało do Rumunii. 30 stycznia 2000 roku tama otaczająca staw z odpadami poflotacyjnymi, zarządzana przez firmę Aural S.A., pękła. W rezultacie do otoczenia rozlało się ok. 100 tys. metrów sześciennych substancji, zawierającej od 50 do 100 ton bardzo trujących cyjanków. My do naszego hotelu Rivulus na obiadokolację dotarliśmy tuż przed zamknięciem hotelowej restauracji. W sobotę rano, po śniadaniu, wyruszamy już w kierunku Polski. Po ponad godzinnej jeździe i mijaniu licznych miejscowości, za miastem Satu Mare mamy chwilowe zatrzymanie z powodu wypadku drogowego. Zaraz jedziemy dalej i wkrótce docieramy do miejscowości Petea. Tu znajduje się przejście graniczne. Niestety przejazd zajmuje nam trochę czasu. Wprawdzie Rumunia i Węgry są w Unii Europejskiej, ale Rumunia nie jest w strefie Schengen i nie ma płynnego przejazdu przez granicę. Mimo trudności po półtorej godziny jesteśmy już na Węgrzech, w Csengersima. Po przekroczeniu granicy wracamy do czasu obowiązującego w Polsce. Dalej jedziemy przez Węgry. Po chwili wjeżdżamy na autostradę i dojeżdżamy do Nyiregyhaza, gdzie mamy krótki postój. Miasto jest ośrodkiem przemysłu lekkiego i działają tu zakłady przetwórstwa owoców i warzyw oraz tytoniu i skór. Jest też ośrodkiem regionu sadowniczego. To także największy węzeł północno-wschodnich Węgier. W 1944 miasto zostało poważnie zniszczone przez naloty alianckie. Dziś Nyiregyhaza jest ośrodkiem akademickim oraz przemysłowym, a także popularnym celem turystycznych wycieczek. Jadąc dalej wiejskimi drogami widzimy za oknami na polach winnice. Gdzieś w oddali na wzgórzu koło doku widać flagę polską i węgierską. Takie przypadki zdarzają się, w końcu nie na darmo mówi się Polak, Węgier, dwa bratanki. Wkrótce też dojeżdżamy do miasta Tokaj, który jest stolicą tokajskiego regionu winiarskiego. Pierwsza wzmianka o okolicy Tokaj pojawia się w 1067 roku a Tokaj jako nazwę osady nadmienia się w 1353 roku. Rozkwit winiarstwa w Tokaju nastąpił w XVII-XVIII w., gdy w okolicy osiedlili się kupcy greccy. Po 1945 r. winnice zostały rozdrobnione, centralną rolę regionu winiarskiego powoli zajęło miasto Salgotarjan. W 1952 r. Tokaj pozbawiono praw miejskich, które odzyskał dopiero w 1986 r. W roku 2002 UNESCO wpisało tokajski region winiarski na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego. W dniu 25 maja, około Dnia Orbana, odbywa się tu Festiwal Wina Tokajskiego. Niestety, brak czasu nie pozwala nam na zatrzymanie się w tym miejscu. Jedziemy dalej i mijamy wieś Mad. W okresie Wiosny Ludów, zwanej tutaj Rewolucją Niepodległościową lat 1848-1849, wielu mieszkańców Mad straciło życie, między innymi 15-letni Daniel Koroknay, bohaterskie dziecko rewolucji. Jego imieniem nazwano miejscową szkołę podstawową. Wreszcie dojeżdżamy do miejscowości Tornyosnemeti. To przejście graniczne. Jak przystało na wewnętrzna granicę Unii przekroczenie granicy zabiera nam około 10 minut – zakup winiet. Po tym jesteśmy już w miejscowości Milhost na Słowacji. Teraz jedziemy autostradą w kierunku Koszyc. Koszyce są węzłem drogowym i kolejowym. Pierwsza pisemna wzmianka o Koszycach pochodzi z 1230. Nazywane są one „żelaznym lub stalowym sercem” Słowacji, dzięki największej na Słowacji hucie żelaza, która znajduje się na terenie miasta. W Koszycach mieści się Trybunał Konstytucyjny Słowacji, siedziba diecezji rzymskokatolickiej (od 1995 archidiecezji) i greckokatolickiej oraz biskupstwa ewangelickiego. To miasto uniwersyteckie. W 2009 miasto zostało wyróżnione tytułem Europejskiej Stolicy Kultury na rok 2013. Mijamy miasto i jedziemy dalej. Kolejne miasto jakie mijamy to Preszow. Osadnictwo w okolicy Preszowa datuje się od paleolitu, a najstarsze znaleziska pochodzą sprzed 28 tysięcy lat. Pierwsza pisemna wzmianka o Preszowie pochodzi z 1247. Dzisiejszy Preszow to nadal ośrodek przemysłowy, a poza tym węzeł komunikacyjny, ośrodek administracyjny i centrum kultury. Nadal działają zakłady wydobycia i przetwórstwa soli kamiennej, oprócz tego istnieją zakłady przemysłu maszynowego i elektromaszynowego oraz odzieżowego. W mieście istnieje Uniwersytet Preszowski. Następne mijane miasto to Sabinov. Badania archeologiczne potwierdzają istnienie w miejscu dzisiejszego Sabinova słowiańskiej osady już w X wieku. Rozkwit miasta rozpoczął się wraz z uzyskaniem statusu wolnego miasta królewskiego w 1405 roku. W roku 1964 w mieście nakręcono film „Sklep przy głównej ulicy” (Obchod na korze). Film otrzymał w roku 1965 Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Jadąc dalej w końcu docieramy do miejscowości Mniszek nad Popradem. Jak to bywa na terenie Unii jedziemy dalej i bez żadnych formalności już jesteśmy w Piwnicznej. Wróciliśmy do Polski. Jedziemy dalej i po chwili jesteśmy w Rytrze. Swoje powstanie i nazwę wieś zawdzięcza zamkowi w Rytrze usytuowanemu na Górze Zamkowej, nad Popradem. Według tradycji około 1244 roku osiedlić się tu mieli niemieccy rycerze. Z tym faktem wiązana jest etymologia nazwy Rytro, wywodzona od niemieckiego słowa Ritter, czyli „rycerz”. Zamek możemy podziwiać jedynie z okien autokaru. Jest położony na wysokim wzgórzu, na prawym brzegu Popradu. Został zbudowany prawdopodobnie na przełomie XIII i XIV wieku. Nie ma informacji kto zbudował zamek. Składał się z zamku właściwego, usytuowanego na szczycie góry, wzniesionego na planie nieregularnego pięcioboku, oraz z przygródka usytuowanego od strony północnej i bronionego przez wał ziemny. Dziedziniec zamku był z trzech stron otoczony murami, z czwartej strony zamykał go dwuczęściowy budynek mieszkalny wzniesiony na planie prostokąta. Do muru zachodniego przylegała od wewnątrz kamienna wieża. Z zamku zachowały się dziś ruiny wieży i resztki muru, prawdopodobnie budynku mieszkalnego. Jedziemy dalej i docieramy do Nowego Sącza. Tu mamy krótki postój i żegnamy się z kilkoma uczestnikami naszej wyprawy. Jedziemy dalej. Przejeżdżamy przez Tęgoborze i widzimy za oknami Jezioro Rożnowskie. Mijamy Łososinę Dolną, gdzie znajduje się lotnisko Aeroklubu Podhalańskiego. Kolejna miejscowość jaką mijamy to Tropsztyn. Przez okna widzimy zamek Tropsztyn. Jest to rekonstrukcja zamku obronnego wzniesiona na stromym półwyspie oblanym z trzech stron rzeką Dunajec. Warownia powstała przypuszczalnie w 1 połowie XIII wieku z inicjatywy rodu Ośmiorogów. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1231 roku. Pierwsze murowane zabudowania zamkowe powstały przypuszczalnie w wieku XIV. W XIV wieku zamek składał się z kamiennego muru obwodowego i drewnianej zabudowy wewnątrz. Brama znajdowała się od północnego-wschodu. Na przełomie XIV/XV wieku od południa zbudowano gotycki budynek. Następnie powstała 5-kondygnacyjna wieża obronna od strony pn.-zachodniej. W XVI wieku od strony północnej powstał nowy reprezentacyjny budynek mieszkalny. W tym czasie powstała nowa brama od strony zachodniej. Po 1993 roku przeprowadzono odbudowę zamku, a następnie udostępniono go zwiedzającym. Architektura zamku Tropsztyn ukazana jest w serialu telewizyjnym „Korona królów”, jako odzwierciedlenie średniowiecznego wyglądu zamku w Lublinie. Jadąc dalej mijamy Jezioro Czchowskie i dojeżdżamy do Czchowa. Mijamy ruiny zamku w Czchowie na wzgórzu zwanym Baszta nad Dunajcem. Zamek rozbudowywany był między XIII wiekiem, a XVI wiekiem, ochraniał szlak handlowy biegnący wzdłuż Dunajca i komorę celną dla towarów przywożonych z Węgier. Obecnie zachowała się jedynie XIV-wieczna wieża, częściowo zniszczona i odsłonięte fundamenty murów. W drugiej połowie XVIII wieku w zachowanej do dziś wieży mieściło się więzienie, które zostało zlikwidowane po I rozbiorze Polski. Wreszcie przed nami Okocim. Tu znajduje się browar, który został założony przez Józefa Neumanna i Jana Ewangelistę Goetza w 1845 roku, a pierwszy war piwa powstał 23 lutego 1846 roku. Po II wojnie światowej browar został znacjonalizowany przez władze PRL. Powstały Okocimskie Zakłady Piwowarskie. W 1990 roku browar został przekształcony w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a następnie spółkę akcyjną pod nazwą Okocimskie Zakłady Piwowarskie S.A. Browar był notowany na giełdzie papierów wartościowych w Warszawie. Zaraz dalej jest Brzesko. Tu żegnamy kolejną grupę uczestników naszej wyprawy. Teraz już autostradą wiodącą z Rzeszowa jedziemy prosto do Krakowa. Wreszcie jesteśmy na ul. Kopernika, koło Hotelu Wyspiański. Nasza tegoroczna wyprawa dobiegła końca. Przemierzyliśmy cały szlak Legionów Polskich na Ukrainie i w Rumunii. Mięliśmy okazję zapoznać się z dużym fragmentem naszej historii. Oddaliśmy hołd legionistom, którzy dali swoje życie za niepodległość Ojczyzny. Oba etapy wyprawy liczyły blisko 4500 kilometrów. Teraz można już myśleć o kolejnej wyprawie. Ale jej kierunek jak na razie jest tajemnicą.

 
Ostatnie 5 zdjęć dodanych do tego wydarzenia
Komentarze
0.018589019775391