Rozwiń/zwiń wszystkie
Rozwiń/zwiń wszystkie
Aktualności
Relacja Live z XIX OFPH Śpiewograniec
 
2012-02-24 18:59:17
Rejetracja na 19 OFPH Śpiewograniec
 
2012-02-01 23:29:32
Kronika

Zimowisko w Bananowie cz.1 (2011-01-24 - 2011-01-28)

2011-02-05 18:40 dodane przez: Anna Krupa

Dnia dwudziestego czwartego miesiąca stycznia wyjechało się na zimowisko w (gratulacje Junior-powszechnie znany jako "Andrzej", "Michał" rzadziej Rafał lub po prostu Junior) Bananowie Sandomierskim. Zanim to nastąpiło musiało się przeprosić z dziesięciokilogramowym plecakiem (szczegółem jest to, iż jest to 1/4 wagi człowieka). W jednej ręce trzymałam jeszcze śpiwór który oplatając niczym bluszcz moje palce tamował dopływ krwi. Ale ale-to nie wszystko!- na drugiej górnej kończynie wylegiwała się bezczelnie wygodnie miłość mojego życia-Uwaga, uwaga-seksbomba 2011r.-p.B (lub jak kto woli Browar)spętany niemal od stóp do głów moim zajebiaszczym czarno-czerwono-białym szalikiem kiedy ja niezmiernie marzłam, no ale cóż, macierzyństwo wymaga poświęcenia. Ludzie na ten załączony obrazek reagowali podejrzanie dziwnie, chociaż w sumie im się nie dziwię-jakieś małe "to to" obładowane gdzie można oraz nie noszące wielkiego miśka który coraz bardziej ciągnie "to to" w dół. Oj, tak, tak-musiałam wyglądać komicznie. Daję wam słowo harcerza, że jeden przmiły męski osobnik nieomal "fiknął" z mego powodu, ale tak jakoś łyso było mi besztać mojego "chłopaka".Kiedy już zatargałam się o prywatnym napędzie nożnym na PKS, "nadziałam" się na Juniora. Gadając o tym i owym zeszliśmy na temat przemiłych matematyczek( nie. mnie wcale i w ogóle nie edukuje pani A.). Potem dołączyło moje Gabuu Wu. i się roztkliwiałyśmy nad tym zajebiaszczym szaliczkiem p.B. Gdy zainstalowałyśmy się na liście "wpływów" do Bananówka, tak jakoś się wsiadło do autobusku i w czwórkę (wspominałam, że z "naszych" nadeszła jeszcze Aga?)nczekałyśmy na pozostałych pięciówpięciów. Nie nadeszły. Niezmiernie zadowoleni( czytaj wkurzeni) ze stanem około trzydziestu przedstawicieli homo sapiens wyruszyliśmy. Podróż przebiegła by różowo i w ogóle gdyby nie darmowy "wibroekszyn" w postaci niebezpośredniego siedzenia na kole.Po iluśtam kwadransach byliśmy na miejscu. Szkoła była udana (nawet). Przynajmniej było tak przyjemnie ciepło. Pomijając, że wpadłam na Winca było bezboleśnie, do czasu, gdy kazano nam prztransportować kanadyjki na pierwsze piętro..Po chaotycznym rozpakowywaniu psiworków nastąpiła nauka tańca belgijskiego. Oj,działo się,działo. Mimo tego, że już po pierwszym kółku połowa osób była "kontuzjowana" Niewiasta nie dała za wygraną. Kiedy mniej więcej załapaliśmy(niektórzy z bólem-dosłownie i w przenośni) Guma wydała komendę:
-"W dwu szeregu, zaznaczam, koedukacyjnie, czyli chłopak z dziewczyną,frontem do mnie!"-na szczęście chociaż z tym nie było problemów (dzięki partnerze :**).POtem jak zawsze:obiad,regulamin i tak zeszło do wieczora. A wieczorem...Zaczęło się niewinnie. Od Indiana Jones'a, potem zostaliśmy wywoływani dwójkami lub trójkami z pokoju (gwoli ścisłości- sali historycznej gdzie spała dębicka część damska). Była dość napięta sytuacja, no bo po co o godzinie pół do jedenastej wychodzić na musztrę?(tak przynajmniej mówiły dziewczyny które wracały po dwudzistu minutach...)Kiedy wraz z Gabu, wyszłyśmy mocno podejrzewające, natknęłyśmy się na dziewczyny z innego miasta, i wraz z Natalką zeszłyśmy po chłopaków.(nie będę przypominać, że byłyśmy w piżamach i najzwyczajniej w świecie trzęsłyśmy się z zimna).Gdy już poznałyśmy skład patrolu:Gabu,Filip(powiedz:kotek)Patryk,Piotrek,Ola, Oliwia no i ja, Natalka opowiedziała nam historię zamku(nie zważając na podkład muzyczny w postaci szczękających zębów)i zaprowadziła nas schodami na górę, gdzie powitała nas forteca z prześcieradeł i Maniek z odległości stu metrów krzyczał:Chodźcie ru do mnie!-no i jak się nie bać?Nie było tak strasznie jak się myślało.Tylko Sieperek(mamo!)straszyła prześcieradłem. No i miałam lekkie wątpliwości, żeby wejść sam na sam z Wincem za kotarę..Przeżyłam..Patrolową została Gabu..Dostaliśmy taką folijkę i kartę z bohaterami(dlaczego akurat Mieszko)i poszliśmy spać. Pamiętam jeszcze tylko, że omal się nie zabiłam na tych głupich sznurkach od "namiotu".

2 dzień:Wstało się rano(dzięki Guma) i w samych piżamkach zeszło na salę. Rozgrzewka. Miziu,miziu, ząbki, ząbki-i śniadanko. Potem gra(zakładać prześcieradła-jak to Kaśka przyznała-wyglądaliśmy w nich jakbyśmy uciekli spod Grunwaldu-mi bardziej podobał się pomysł z Gandalfem)potem zaczynamy grę.. Najlepsza była walka na kostkę..Dwie przegrane z rzędu.. No, ale cóż. Potem pierwszy quest. INO z mapą.Przewodnik-Wincu.Fajnie, nie?Przbrani w kurtki-czekamy. Mamy mapę-pierwszy sukces. Pozaznaczane miejsca-drugi. Ubranie Patryka-powołanie życiowe i sukces trzeci. Ok. Pierwsze powinno być..gdzieś tutaj..hmm.To co mamy przed oczętami nie wygląda zbyt obiecująco.Ściana,słup i kosz na śmieci. Are you ....... kidding me?Ja nie tknę tego kosza!! Dobra chodźmy dalej.Fakt to musi być dalej..Po pół godzinnej tułaczce sto metrów od tego kosza był drugi,taki mniejszy i przyjemniejszy. A na nim tasiemka z karteczką a na niej:ZGMIL.-yyy. Miałam ochotę uściskać Winca.Dobra to była numeracja 2 a gdzie 1?Dobra wracamy pod ten kosz. Kartka była na...słupie. Brawo za inteligencję. Kiedy zebraliśmy 3,4(plac zabaw-Wincu???,drzewo)i byliśmy przy słupie(łiii, już 5) nasze inteligentne, kochane Gabu się zorientło, że tego nie wolno odrywać, tylko przpisywać..No to sru!! Podzieliliśmy się na dwie grupy. Ola, Oliwia i Piotrek pod 1 i 2, Filip,Gabu,Patryk i ja pod 3 i 4. Na dodatek gonił nas czas(15 minut do końca no i 6 do odkrycia oraz przetłumaczenie). Więc biegiem. I trochę dziwnie to wyglądało. Nie dziwię się więc takiej jednej przemiłej kobitce która patrzyła na nas jakbyśmy zwiali z psychiatryka, no ale sorry, musiałam oznajmić chłopakom którzy byli 60 metrów od nas(swoim darciem), że:DZIEWCZYNY SĄ POD DWÓJKĄ,TERAZ IDZIEMY NA PLAC ZABAW I POD SZÓSTKĘ, POTEM DO NAS ŻEBY TĄ CHIŃSZCZYZNĘ PRZETŁUMACZYĆ!!-jakby wszystkiego było mało po wczorajszej musztrze bolała mnie noga i nie bardzo mogłam biec i się drzeć. Ale czego się nie robi dla Winca. Jego poker fejs,gdy nas zobaczył takich buraczków, była bardzo sexgzi(podnieta)....Spóźniliśmy się dziesięć minut,ale co tam..Między wierszami dało się wyczytać,że biedny Wincu za te nasze piękne oczęta oddałby cały świat,więc potrącił nam tylko 50 punktów(łącznie)pewnie dlatego, że bał się konkurencji ze strony chłopaków ;P.Potem z nowu gra karciana i następne questy.(sorry,ale mam zaniki pamięci i nie wiem jakie)Tak więc po tych wszystkich energiobójczych zadaniach mieliśmy obiadek(kluski śląskie z sosem-Heeeniu..ja chcę jeszcze!!!!).Potem mieliśmy niespodziankę. Przyjechali starsi harcerze i zaczęliśmy śpiewać,gadać wydawać dziwne odgłosy przy grze :PP).Co jak co,wszyscy byli zaje,ale Junior przeszedł sam siebie.No więc,zaczął nam opowiadać o takim sexgzy harcerzu który miał miłe spotkanie z fankami(czytaj.zawadziankami).A było to tak:za górami, za lasami, wyszedł sobie pewien harcerz na pierwszy rzut oka nagi..Zasłaniający swoje czułe miejsce gitarą :p.Jak dla tych dziewczyn był to zbyt poruszający widok...Po chwili wyszedł drugi(niestety)kompletnie ubrany harcerz, kolega nie lubiącego ubrań, i wydał sentencję:"proszę,powiedz mi, że masz coś jeszcze na sobie.."(czy coś takiego).no to gitara idzie w ruch.powoli się odsuwa,serce szybciej bije,oczy wychodzą z orbit, jedna mdleje(reszta harcerzy leje) i tu-tadam:sexi boxerki w panterkę.-Junior dostał gromkie brawa chociaż tak naprawdę należały się zawadziankom ;p.Dostaliśmy słodkie babeczki(ludzie mało się o nie nie pozabijali,ale co tam:)).Po odśpiewaniu jeszcze kilku piosenek(których notabene połowa z nas nie znała)rozeszliśmy się do "pokojów".Większość dziewczyn(czytaj ja,Ania i Aga) miała lekki dyskomfort po dowiedzeniu się,że prysznice są,że tak powiem(napiszę) ogólnodostępne i nie mają zasłon.Tak jakoś nie pociągała mnie wizja, że w każdej chwili może wejść jakieś ciacho ;p tak więc wpadłyśmy na pomysł umycia się w umywalce :PKiedy łazienka została sam na sam z Gabu(ja czekałam na nią siedząc na stole pinkponkowym,zauważyłam ciacha "odziane"(przepasane)ręcznikami. Ach,te klaty xD...kiedy się w sobie zebrałam, zaczęłam analizować która lepsza(dlaczego był tak mały wybór?!3 chłopacy to przecież trochę mało)zniknęli za drzwiami. Za nim tam weszli jeden zdążył tak fajnie kręcić tyłkiem.Oczywiście jeszcze z pięc razy musieli wyjść i prezentowac swoje wdzięki. Kiedy wrracałyśmy z Gabu do pokoiku nadziałyśmy się na nich. Po dojściu do siebie(policz do czterech)wydałyśmy na świat przedziwne miny i wybuchłyśmy śmiechem.Nasze trzy sexi ciacha się nieco zdemotywowały i potruchtały niczym sierotka marysia do swojego pokoju...Oj był ubaw był...jeszcze tylko osła ze shreka brakowało, ale nie było tak,źle bo przeciez Filip dobrze pełnił jego funkcje (kotek!kotek!kotek!).Nieźle padnięte obciążyłyśmy kanadyjki. ale spać się nie dało. Otuż,małe dziewki gadały jak po przedawkowaniu, jedna co minute świeciła latarką bo się bała robaków z paprotki.Wtedy do action weszło moje Gabu i swym terminatorowym głosem oznjamiła:"Przmknąć się bo my chcemy spać"-na stronie"dzieci z ADHD"-foch z przytupem.

Dzień 3. Przed pierwszym questem, Heniek "poprosił"(czyt.wydarł się-(dać ci holisept?))nas do kuchni.Mieliśmy umyć gary.Kiedy wyszedł z "przygotowalni jadła" zrobiło się luźniej o jakieś 90+parę kilo.Niestety zrobiło sie chyba zbyt luźno i z tej radości rozbiliśmy talerz...(Heniek nie czytaj tego!!)Z poczuciem winy(to był naprawdę cenny talerz-gwoli ścisłości w różowe słitaśne kwiatuszki-prezent komunijny Henia).Potem zgarnęła nas Ola. Przbraliśmy się w kurtki(Patryczku,Patryczku-ja nadal cię kocham całym sercem mimo, że zamek błyskawiczny był dla ciebie czymś całkiem nowm.(czarna magia?)).Na polu powitały nas:po dwóch przeciwnych stronach(odległość 3 metry)stało 5 drewnianych kołków i na srodku jeden. Podzieliliśmy sie na grupy:Gabu, ja, Oliwia-kontra-Ola,Patryk,Filip i Piotrek.Mieliśmy jeszcze pięć grubych kijów.Ustawiliśmy się za kołkami. Naszym celem było zbicie drugiej drużynie wszystkie pięć kołków. Oczywiście ja(ania)robiłam słit pozycje miny i w ogóle dźwięki, ale nic nie przebije Filipa który trafił Gabu w stópkę(miała desanty)tam gdzie kończy się blacha...(on ma po prostu talent).Wkurzył się trochę Filip bo wygrywałyśmy i rzucił tak daleko,że aż za bramkę.Przeszłam przez ogrodzenie ignorując, że pięć kroków dalej jest otworzana furtka ;p. Trochę się pośmialiśmy(głównie ze mnie). Kiedy zbiliśmy juz wszytkie kołki musieliśmy zbić królową(ten środkory kołek).Patryk z Filipem(żeby wygrać)rzucili się nawet na kolana, ale jedyne co udało im się zrobić to krzyż...Chłopaki plus Ola ponieśli sromotną klęskę.. na koniec zażądałyśmy z Gabu zabawę w Osiołka.No i jak tu nam nie ulec??

pisały Ania i Gabu... :)

 
Ostatnie 5 zdjęć dodanych do tego wydarzenia
Komentarze
2011-04-30 10:14
Tak, ale królowa przekrzywiła sięo 45 stopni w pionie po moim rzucie...

2011-03-04 11:02
Nieeeeee....Pamiętam :P Ale to nie było raz: około 3? Czy tam 4... No... ale Patryk faktycznie dopomógł:P

2011-02-05 16:54
tAAAAAk!!!!!no i faktycznie.ale twój upadek zaamortyzował Bogu winny Patryczek....

2011-02-02 17:46
Dzięki, że nie napisałaś o kilku moich glebach w zarypiście śliskich glanach :]]]

2011-02-02 17:45
Kotek :P- Zadowolona???

biuro rachunkowe | kalendarzyk małżeński | Śpiewnik | Biznes&IT blog |
0.0332179069519