Pięćpięcie się ogniskują. (2010-05-01)
2010-08-12 23:43 dodane przez: Magdalena Jędrzejczyk
Sieperek o nas dba i dlatego postanowiła zabrać nas na ognisko. Łiii! Tak, taka była nasza reakcja. No to na Polną!
Jak już spotkaliśmy się pod tzw. Big Benem całą kupą, ruszyliśmy na miejsce naszego przeznaczenia. :D Zaliczyśmy aptekę Centrum - Sieperek niedomagała po imprezie i pilnie potrzebowała plastrów ^.^ Bieeedactwo! Zerwaliśmy duuuuużo jaśminu. Szymek poczuł nagłą potrzebę obdarowywania innych i połowa drużyny <niekoniecznie damska:D> chodziła z bukiecikami tego oto krzewu:D. Chłopcom szalenie marzył się Perwoll - zatrzymuje przecież kolor ubrań na dłużej i zawsze wszyscy go przy sobie mają, no bo jak to nie? Też chcieliśmy być fajni i pytaliśmy w chyba 6 sklepach i nigdzie nie mieli. Nie wiedzą, że brak Perwolla oznacza brak fajności. My to wiemy, dlatego poszukujemy go wszędzie, gdzie to możliwe. ; D
Gdy już doszliśmy w zacne okolice Polnej, Polna okazała się... Wolicą. Taak, przebiegły Sieperek postanowiła się poznęcać <czyt. poprowadzić nas ścieżkami rezerwatu czy czegoś tam, żebyśmy się doedukowali> i wyprowadziła nas od drugiej strony, co było równoznaczne z zapierniczaniem przez całyyyy las, aż dojdziemy do Polnej.
Kilka razy prawie się zgubiliśmy <achh, ten szalony zmysł orientacji, który harcerz go posiada? ;D>. To nic, że szlaki były oznaczone. Nie było widać, oo!
Huuuuura! Wreszcie doszliśmy na Polną, do naszego cudownego miejsca. Wreszcie można było zacząć się turlać, rzucać liśćmi i w liście, taplać w błotku i ogólnie zacząć 'śpiewać' - taaaaak, z pewną dozą nieśmiałości, ale zawsze. ; ) zjedliśmy coś, co kiedyś biegało <biedactwo! ; C>, najedliśmy się pianek - próbowaliśmy piec, różnie wychodziło.
Pobawiliśmy się, popisaliśmy różne rzeczy, potem trza było się zwijać i do domu.
Tym razem wracaliśmy normalnie. ; ) Jak już prawie wyszliśmy z Polnej, była taka wielgachna krejzi górka - Sieperek pozwoliła się sturlać z niej - pierwszy był Paweł, potem Szymek - nieco się potłukli, ale radochę mieli okrutną! : )
Tak. Śmierdzący dymem, potłuczeni, pogryzieni przez komary, zmęczeni, zadowoleni i totalnie harcerscy, rozeszliśmy się pod Carrefour'em do domów.
Ktoś chętny na powtórkę?
Czuuuuuwaj!
P.S. Przepraszam za mocne przeterminowanie notki, ale ja po prostu jestem już stara, mam sklerozę i momentami niedomagam... ; D
Siepru ; D Trzeba czasem ponaciągać fakty ; P
Nareszcie!! Teraz tylko trzeba pogonić Ksenię o notatkę z biwaku:P
POZWOLIŁAM?! Przez 10 minut stałam i się darłam, żeby tego NIE robili... :P






































